piątek, 20 lutego 2015

Kolejne informacje o mnie c:

Hej! :)
Przypomnijmy jeszcze raz. Jestem Kinga, mam niepełne 15 lat i jestem dziewczyną, taką niekoniecznie normalną, ale jednak DZIEWCZYNĄ.
Jak każda nastolatka mam swoje upodobania, obiekty zainteresowań, pasje i hobby. Dziś właśnie parę słów o moich obecnych upodobaniach, o zainteresowaniach, a jednocześnie także o pasji. :)
Okej, moim obecnym, jednym z bardzo, bardzo wielu hobby jest obecnie łucznictwo. Dla niewtajemniczonych małe wyjaśnienie, ale to chyba oczywiste. Łucznictwo to dziecina sportu, w której strzela się z łuku do wybranego celu. Nie znam fachowej definicji. Wyjaśnię teraz po kolei co i jak.
Skąd pomysł na taki sport? Pomysł narodził się właściwie od razu po tym, gdy w książce "Igrzyska Śmierci" przeczytałam pierwszą wzmiankę o Katniss i jej łuku, który dostała od swojego ojca. Tylko zobaczyłam to słowo "łuk" i od razu stwierdziłam, że to jest to. Był to czas wakacji. Niestety nie bardzo miałam czas o myśleniu nad tym, bo książkę czytałam w wolnych chwilach, gdy wracałam z wakacyjnej pracy. Często wieczorami i w deszczowe dni. Całą trylogię przeczytałam w tydzień. Było to mniej więcej w połowie sierpnia. Zaraz po tym powiedziałam rodzicom o swoich planach zakupu łuku. Niestety, wypłaty z pracy zostały przeznaczone na nieco inne cele i zakup wymarzonego sprzętu musiałam odłożyć w czasie. Jednak pewnego pięknego popołudnia wróciłam bardzo zmęczona z pracy po wejściu do domu nie mogłam uwierzyć własnym oczom. Co zobaczyłam? Zobaczyłam łuk.
Mój pierwszy łuk? Zwykły, najprostszy, najbardziej pospolity i najbardziej prowizoryczny łuk jaki można tylko zrobić. Mój tata specjalnie dla mnie zawędrował do lasu, aby znaleźć odpowiednio giętkie drewno do wykonania mojego cuda. Znalazł olszynę, niezwykle trwałe i elastyczne drzewo. Z solidnej gałęzi wykonał łuk i majdan (rękojeść), a ze zwykłego sznurka powstała napięta, biała cięciwa. Mimo ogromnego zmęczenia od razu udałam się w miejsce z większym kawałkiem wolnej przestrzeni i usiłowałam, na samym początku, naciągnąć łuk. Okazało się, że nie jest to tak proste na jakie wygląda. W filmie "Igrzyska Śmierci" możemy zaobserwować stosowaną przez Katniss technikę naciągania cięciwy. Jest to tak zwana "technika śródziemnomorska", zwana również "techniką trzech palców" (co idealnie łączy się z całą trylogią ^_^). Zauważyłam, że moje wyobrażenie o świetnym strzelaniu było nieco wyolbrzymione i nie mam nawet podstaw z łucznictwa.
Jak opanowałam podstawę? Nie czytałam. Stanowczo nie lubię czytać książek, podręczników, poradników z internetu (musiałam się jednak przemów w przypadku trylogii Suzanne Collins). Technikę naciągania cięciwy pokazał mi tata i była to (chyba) "technika słowiańska" lub inaczej naciąganie za pomocą kciuka. Nie będę wyjaśniać na czym polega ta technika, ponieważ można ją "wygooglować". Byłam już jeden szczebel wyżej. Następnym problemem okazała się siła naciągu. Nie chcę strzelać jaką liczbę lb naciągu mam mój drewniany łuk, ale postawiłabym na około między 10 a 15 kg. W moim przypadku jest to bardzo duża siła i naciągnięcie cięciwy nie było wcale proste. Po wielu próbach i manewrach wreszcie naciąg był odpowiedni do strzelenia w jakiś cel.
Co dalej z łucznictwem? Jak już wspomniałam w wakacje planowałam zakupić profesjonalny łuk klasyczny "longbow" lub "flatbow". Jednak z braku środków finansowych musiałam poczekać.
Kiedy kupuję łuk klasyczny? Właśnie to jest najlepsza część tego wpisu. Mój drugi, klasyczny łuk typu "longbow" zamówiłam wczoraj wieczorem na stronie militaria.pl. Jestem tak bardzo szczęśliwa, że nie mogę doczekać się poniedziałku! Wtedy przyjdzie moja paczka z prezentem. ;3
Mój łuk klasyczny ma trzy podtytuły (jeśli mogę to tak nazwać). 1. "Stealth", czyli podstęp. 2. "Leisure", tzn. wolny czas. 3. "Strong", tj. silny.
Łuk ma 130 cm długości, siłę naciągu 20 lb, co odpowiada 9 kg i waży 1,6 kg.
Całkiem odpowiedni jak na moje możliwości.
Na szczęście już niedługo wiosna. Będę mogła wznowić moje treningi, szkolić się i wypracować odpowiednią technikę. Myślę, że późniejszą wiosną dodam kilka zdjęć z pleneru z nowym sprzętem. :)
Dlaczego kupiłam łuk i trenuję? Niepokoi mnie relacja między Rosją a Ukrainą. Przeraża mnie fakt, że może w Polsce dojść do wojny i znów będziemy pod zaborami wroga. Łuk to broń, z którą czułabym się pewniej wędrując po świecie i szukając schronienia. Może trochę przesadzam, ale nastały ciężkie czasy i wydaje mi się, że ta wojna jest nieunikniona, bo pomimo podpisania paktu o zawieszeniu broni Rosja nie odpuściła i już następnego dnia napadli na kolejne miasto ukraińskie. Z każdym dniem czuję się coraz bardziej zagrożona. Kolejnym naszym wrogiem są Islamiści, gotowi na wszystko. Mordują niewinnych ludzi. W imię czego? Mahometa? Czy on by tego chciał? Co mu po tych ofiarach? Ludzie są rządni pieniędzy. Tylko dlatego wszyczynają zamieszki, co prowadzi w efekcie końcowym to takich zdarzeń jak I czy II Wojna Światowa. Masakra na skalę wszechświata. i giną tylko niewinni ludzi, którzy ciepią przez tych pragnących władzy i pieniędzy. To straszne, że ludzie ludziom robią coś takiego. Ale to tylko moje zdanie, nic nieznaczące na tle tylu pseudopatriotów, którzy teraz tak garną się do wojny. Bez żadnego przeszkolenia, bez broni, bez umundurowania nie przeżyją nawet tygodnia. Trzeba być gotowym na najczarniejszy scenariusz.
Jednak póki co cieszmy się życiem, bo za chwilę może nam zabraknąć tchu na kolejny dzień.
Dziękuję wszystkim czytelnikom, jeśli w ogóle oni istnieją. Mam nadzieję, że mój blog przebije się chociaż trochę i zdobędę choć garstkę ludzi, którzy podzielą moje zdanie. :)
Do "zobaczenia", hej, pa. :)

PS. Polecam, na te szaro-bure dni i moje przygnębiające wpisy, trochę czekolady.
Uruchomcie endorfiny i cieszcie się! :)


1 komentarz: